środa, 22 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

~*~
Miałam dość już słuchania, że jestem dziwna, że jestem inna...Jak ja nie nawidzę ludzi, czemu nie mogłam urodzić się psem, rybą, czy gołębiem? Nie musiałabym żyć wśród tych potworów. Wybiegłam ze szkoły i ruszyłam w stronę mojego starego domu. Za nim był las i ruiny, a raczej stara, opuszczona elektrownia. Zawsze tam chodziłam, kiedy miałam gorszy dzień. Mogłam tam siedzieć wśród dzikich zwierząt i roślin. Tam czułam się najlepiej.
~*~
Zaczął padać deszcz. Uwielbiałam taką pogodę. Nie musisz się męczyć na słońcu, głowa Cię nie boli, nie pocisz się, nie odczuwasz w ogóle zmęczenia. Siedziałam na jedej z maszyn i jadłam kanapkę, którą miałam zjeść na śniadanie. Wieczorem postanowiłam wrócić do domu.
~*~
Szłam leśną drogą i nagle usłuszałam skomlenie psa. Rozejrzałam się, ale do okoła nie widziałam żadnego. Poszłam za odgłosem psa i w końcu go odnalazłam. Duży pies, leżał w krzakach i paproci. Wyglądał jak rasowy Owczarek Niemiecki. Ciężko oddychał. Podeszłam do niego i uklęknęłam obok. Pies spojrzał na mnje przestraszonym wzrokiem. Obejrzałam go, nie miał żadnych ran. Jednak wyglądał jakby cierpiał.
- Spokojnie, nic nie zrobię. Chcę Ci pomóc.
Dałam mu rękę do obwąchania.

Maks?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz