Kiedy się uspokoiłam, pomyślałam, że powinnam porozmawiać z Maksem. Nie będę udawała, że nie chcę go słuchać, jak te kobiety z seriali.
~*~
Wróciłam do miasta. Po chwili byłam już pod domem chłopaka. Weszłam do środka. A jeżeli ona wciąż tu jest? Jeżeli właśnie teraz...Won! Wynocha mi z takimi myślami.
Na dole nikogo nie było. Postanowiłam pójść do sypialni. Otworzyłam drzwi powoli. Szykowałam się na widok Janne i jej jakiś obraźliwy tekst rzucony w moją stronę. Ale nic. Nagle zobaczyłam Maksa. Miał przystawiony do głowy pistolet. Chciał się zabić?! Czyli...mówił prawdę. Łza spłynęła mi po policzku. Jaka byłam naiwna, uwierzyłam tej głupiej *** **** ***. Odwrócił się w moją stronę. Gdy spojrzałam w jego oczy, spłynęła mi kolejna łza. Kiedy jego palec osunął się na spust. Zaczęłam płakać jak bóbr.
- Maks. Nie, proszę nie rób tego. -zaczęłam się krzsztusić- Przepraszam, nie powinnam była jej uwierzyć. Przepraszam.
Uklęknęłam na ziemię i schowałam twarz w dłonie.
- Przepraszam.
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz