Gdy pies był już suchy, dałam mu miskę ryżu z sosem białym. Mama mi to przygotowała na obiad, ale mi się nic nie stanie...jeden dzień bez obiadu.
- Wiesz co, może wymyślę Ci jakieś nowe imię, tymczasowe.
Pies przekrzywił głowę.
Wyglądał tak uroczo, że aż zamruczałam cicho zachwycona jego wyglądem.
- Jakiś ty słodki, wiem będę na Ciebie mówić Jack. Jack Sparrow, Kapitan Jack Sparrow.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Tak mam świra na punkcie Piratów z Karaibów no i oczywiście Jacka...
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz