- No dobrze. - skinąłem głową.
Położyliśmy się na trawie, dziewczyna przytuliła się do mnie i zasnęła, ja również.
~*~
Poszliśmy na miasto, na coś zimnego do picia. Zdecydowaliśmy się na sorbety, Rose kupiła dwa - na szczęście jako pies, nadal umiałem pić ze słomki.
- Cześć dziwaczko. - usłyszałem nagle. - Sama siedzisz? No tak, głupie pytanie. Przecież nikt cię nie lubi. - uśmiechnęła się złośliwie.
Zmarszczyłem brwi, o nie, nikt nie będzie mojej Rose obrażał! Zeskoczyłem z krzesła i podszedłem do wrednej dziewuchy.
- Jakie brzydkie buciki, pozwól że ci je upiększę. - mruknąłem, podniosłem nogę i obsikałem je jej.
Ta zaczęła skakać jak poparzona, piszczała.
- Ten kundel mnie oblał! - pisnęła.
- Uważaj kogo nazywasz kundlem. - warknąłem. - A obraź jeszcze raz Rose, to ci tą torebeczkę rozszarpię. - prychnąłem.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz