Miałem tylko jeden cel - wyprowadzić z tego Rose cało. Inne czynniki się już zupełnie nie liczyły. Sam, nie zdążyłem odbiec... opadłem powoli na ziemię. Auto wycofało i odjechało z piskiem opon, nie zauważyli, że ją odepchnąłem.
- Maks! Maks! - usłyszałem nagle rozpaczliwy głos dziewczyny. Klęknęła przy mnie. - Maks nie umieraj... mam tylko ciebie. - szepnęła.
Czułem, jak rozrywa mnie od środka. Zamknąłem oczy i zauważyłem tego samego faceta... uśmiechał się, kiwając zadowolony głową. Gdy otworzyłem oczy, ponownie stałem się człowiekiem. Ból stał się mniejszy, niż poprzednio...

Spojrzałem na dziewczynę, strasznie bolał mnie nadgarstek... chyba był złamany, do tego głowa od tego wazonu... mimo wszystko, zignorowałem to i usiadłem, uśmiechnąłem się lekko do dziewczyny i przytuliłem ją.
- Nie płacz już. - szepnąłem.
Choćby nie wiem co się działo, nie zostawię jej. Zabiorę ją od tego psychicznego ojca, kocham ją... nie jak przyjaciel, jak ktoś więcej.
Choćby nie wiem co się działo, nie zostawię jej. Zabiorę ją od tego psychicznego ojca, kocham ją... nie jak przyjaciel, jak ktoś więcej.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz